Producenci

 
W tym krótkim felietonie chciałbym przekonać wszystkich do golenia brzytwą. Nie chodzi mi wcale o to, żeby od jutra męska połowa globu chwyciła za brzytwę i już więcej nigdy nie użyła wszechobecnych jednorazówek. Chciałbym raczej uświadomić, że kunszt golenia brzytwą wcale nie wiąże się z nadludzkim wysiłkiem i jest źródłem niewygody. Wręcz przeciwnie - uważam, że nadaje życiu smaczek, o który tak trudno w dzisiejszym świecie, gdzie niby wszystko jest na półce sklepowej i wszystkiego można spróbować. Golenie brzytwą jest też naprawdę efekty(o)wną metodą golenia. 

Thiers Issard, brzytwa 6/8, "Wilk i owca", kość bawoła
sklep.tradycyjnegolenie.pl 1 362,84 zł brutto

Dlatego mój manifest kieruję do wszystkich – do tych, którzy golą się brzytwą, tych, którzy zaczynają, a także do tych, którzy nigdy nie mieli nic wspólnego z ostrymi przedmiotami.

Najpierw może rozprawmy się raz na zawsze z dwoma mitami:

Mit nr 1

Nauka golenia brzytwą trwa długo, jest niebezpieczna i można się jej nigdy nie nauczyć.

Przypomnę tylko, że w świecie, w którym nie było golarek elektrycznych czy jednorazówek wszyscy golili się tylko brzytwami i nikt nie miał z tym problemów. Wręcz przeciwnie, to właśnie na przełomie XVIII i XIX wieku, kiedy zaczęto wytwarzać brzytwy takie jakie dziś znamy, w USA wprowadzono modę na codzienne golenie. Mężczyzna zarośnięty był całkowicie passé i nawet nie miał się co pokazywać w towarzystwie. Moda ta szybko przyszła do Europy i już w XIX wieku z golenia uczyniono rytuał świadczony w zakładach fryzjerskich, który mówił o statusie społecznym mężczyzny. Pamiętam jak jeden z moich profesorów na studiach w Krakowie opowiadał o swoim ojcu, notabene również bardzo dobrze znanym profesorze. Pomimo tego, że całą okupację ukrywał się przed Niemcami, nie potrafił zrezygnować z golenia i codziennie rano przychodził do niego jego znany od lat fryzjer, aby ogolić go brzytwą.

Brzytwa jest niebezpieczna? Nie słyszałem nigdy o tym, żeby ktoś się śmiertelnie skaleczył brzytwą w wyniku swojej nieumiejętności czy też miał jakieś niespotykane trudności podczas nauki. A czasy to były takie, że 16-17-letni młodzian uczył się od ojca czy brata i jakoś się to udawało, bo wg mody atrakcyjny mężczyzna musiał być właśnie na gładko ogolony. Nawet nie tak jak dziś z baczkami czy bródkami tzw. „omegami”, ale nawet wysoko wygolony „nad ucho”.
Podsumowując brzytwa w tych czasach w pełni spełniła oczekiwania  zarówno wymagających modnisiów, jak wówczas mawiano „dandysów” (właśnie z tamtych czasów pochodzi francuska ręcznie kuta brzytwa Thiers Issarda Le Dandy), jak i prostych ludzi ulicy, którzy chcieli schludnie wyglądać.

Każdy z nas wie, że nauka czegokolwiek musi zająć chwilkę oraz że „ćwiczenie czyni mistrzem”. Niestety współczesność karmi nas fastfoodami nie tylko w zakresie żywienia. Miesięczny wysiłek znalezienia swojego systemu golenia brzytwą w tym świetle wydaje się współczesnemu człowiekowi trudem nie do pokonania, albo czymś bardzo egzotycznym. Prawda jest taka, że później do końca życia płaci się haracz za ten komfort zwolnienia. Być może trochę przejaskrawiam porównując do haraczu, ale faktem jest to, że musimy cały czas płacić za kolejne maszynki, gdy chcemy być elegancko ogoleni. Maszynki nie zawsze spełniają też nasze oczekiwania i to niezależnie od ceny. Podam za przykład siebie – niezależnie czy to była maszynka za 80zł czy za 3zł to i tak moja skóra krwawiła, włosy wrastały w ciało i takie golenie było moim koszmarem. W momencie gdy musiałem być codziennie ogolony zapuściłem brodę, żeby „jakoś” wyglądać. Przez łzy patrzyłem jak pan z reklamy w TV jednym ruchem przejeżdżał przez pół twarzy swoim niemal kosmicznym sprzętem i później z uśmiechem wycierał resztkę pianki ogolony na super gładko. U mnie to niestety nie działało.

Tymczasem, gdy zaopatrzyłem się w brzytwę wykonaną z najwyższej klasy stali (nie oszukanego stopu z puszek z wysypiska  - jak najbardziej popieram recycling, proszę  mnie źle nie zrozumieć), uformowaną ręką doświadczonego mistrza, to nagle okazało się, że nie mam uczulenia, mogę się golić codziennie na gładko, nie potrzebuję 3 czy 4 nożyków, które mi wystarczały do tej pory na jedno czy dwa golenia, ale wystarczy porządny jeden. W sumie około dwa miesiące mi zajęło, żeby osiągnąć biegłość taką, żeby mi golenie nie zajmowało więcej niż dwadzieścia kilka minut i żeby być ogolonym na gładko. Jasne, że ręka drży ten pierwszy raz, ale pierwszy raz jest zawsze pamiętny nie tylko przy goleniu. Naprawdę warto.

Mit nr 2

Ostrzenie brzytwy na kamieniu to sztuka najwyższych lotów.

Dawniej brzytwy ostrzono na zwykłych osełkach i kamienie coticule nie były powszechnie dostępne. Tymczasem cały świat miał ostre brzytwy. Jasne, że najlepsze z osełek na świecie są właśnie coticule czy niebieskie kamienie belgijskie i ludzie mieszkający w Ardenach zauważyli to już w XV wieku sprzedając osełki do ostrzenia mieczy. Jak widać osełki zaczęły się sprawdzać wybornie. W Belgii jest nawet cały dom wykonany z niebieskiego kamienia belgijskiego – co za marnowanie kamienia powiecie, a tu mały kawałek kosztuje tysiąc złotych. Jednak wracając do meritum, dziś wiele osób twierdzi, że ostrzenie brzytwy to super trudna sprawa. To prawda i nieprawda. Prawda, gdy mówimy o nadaniu brzytwie odpowiedniego szlifu. To nie może być blaszka, która po dwóch goleniach się zegnie, ani też klin-kołek, który nie weźmie włosa. Jednak zadaniem użytkownika, który kupuje brzytwę jako narzędzie do golenia (a nie do zabawy, rozbierania i składania czy robienia jeszcze innych rzeczy), dodam narzędzie odpowiedniej klasy, nie jest nadawanie szlifów, kątów itd. ale korzystanie z krzywizn nadanych ręką mistrza, który właśnie potrafi to zrobić profesjonalnie. Tu właśnie tkwi całe mistrzostwo i kunszt – potem należy w miarę potrzeb podszlifowywać brzytwę na płasko na kamieniu 20 razy w jedną i 20 razy w drugą stronę, żeby mieć naprawdę funkcjonalne narzędzie, co chyba nie jest trudną pracą.

Mit odrzucony.
A teraz zalety i tzw. smaczki:

Smaczek nr 1: Ostra brzytwa dobrej klasy to uniwersalne narzędzie radzące sobie z każdym zarostem bez wyjątku, nieuczulające. Brzytwa jest niezawodna. Brzytwa goli „głęboko” tzn. zaraz przy skórze, która musi być dobrze naciągnięta. W ten sposób łatwo otrzymać efekt tzw. „dupci niemowlęcia”.
Brzytwa Dovo Solingen Large Buffalo Horn 5/8
http://sklep.tradycyjnegolenie.pl, 762,60 zł brutto   

Smaczek nr 2: Brzytwa to wybitnie oszczędne narzędzie wystarczające na długie lata. Niech każdy sobie przeliczy ile pieniędzy wyda na jednorazówki. Załóżmy, że kupuję końcówki firmy GGGGG 49zł za 4 sztuki. Każda wystarcza mi na 2 golenia. Czyli 50zł wydaję na ok. 10 dni, a więc w ciągu roku płacę ok. 1800zł. Niech nawet odpowiednie przeskalowanie wydłuży ten czas do 3 czy nawet 5 lat. Brzytwa posłuży dalece dłużej i jednorazówki nie mają szans.
Thiers Issard "Le Dandy" 5/8 Imitacja skorupy żółwia
sklep.tradycyjnegolenie.pl,   489,54 zł brutto
Smaczek nr 3: Brzytwa to ekologiczne narzędzie – nie trzeba przekonywać nikogo do tego. Podczas golenia brzytwą potrzeba niewiele wody, łatwo się spłukuje i może być zimna. Nie zużywamy plastiku, który leci do śmieci, ostrze raz jest kute na wiele lat. Nie wspomnę o plastikowych opakowaniach, siateczkach w sklepie, transporcie z Chin itd.

Smaczek nr 4: Mamy niecodzienną w dzisiejszym świecie umiejętność, przy której serce niejednego twardziela truchleje, gdy zimna stal dotyka naszej szyi. Mam zawsze niezły ubaw kiedy na wycieczce czy delegacji namydlam twarz i wyciągam lśniącą brzytwę ‘’7/8 i używam jej później na oczach wszystkich. Mina moich obserwatorów bezcenna

Smaczek nr 5: Brzytwy mogę kolekcjonować, mieć kilka, np. na każdy dzień i dają wyjątkową przyjemność używania. Niektóre z nich to cacka, które wręcz powalają kiedy się je bierze do ręki.
Ardennes Coticule Okruch Coticule do tworzenia pasty ściernej
Thiers Issard, Historyczna brzytwa Pierre Thiers z 1884 roku, numer 361
(limitowana seria 450 brzytew)
Źródło: